|
|||
| Nie pozwolili przenieść krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego |
| Wydarzenia | |||
|
Porozumienie, na mocy którego krzyż miał trafić do kościoła zostało zawarte pomiędzy Kancelarią Prezydenta, harcerzami, władzami kościelnymi i rekotrem kościoła św. Anny. Przeciwnicy przeniesienia krzyża już od dawna zapowiadali, że nie pozwolą usunąć go sprzed pałacu. Od wczesnych godzin porannych zaczęli zboierać się na Krakowskim Przedmieściu. Ulica obok pałacu została odgrodzona od tłumu metalowymi barierkami. Strzegli jej dziesiątki policjantów i strażników miejskich. Obrońcy przynieśli ze sobą kilka dużych krzyży, które zamierzali postawić w miejsce stojaćego przed pałacem, gdyby ten został jednak usunięty. Przy krzyżu czuwało kilkanaście osób, które były obok niego zanim jeszcze funkcjonariusze odgrodzili teren. Pierwsze przepychanki rozpoczęły się którko po godzinie 12, kiedy to jedna z kobiet broniących krzyża próbowała się do niego przywiązać. Później kolejne osoby próbowały forsować metalowe barierki. Funkcjonariusze nie dając rady napierającemu tłumowi użyli gazu pieprzowego. Dopiero po kilku minutach sytuacja została opanowana. Manifestanci nie pozwolili przenieść krzyża Kiedy na miejscu pojawiła się delegacja księży, którzy mieli poprowadzić procesję do kościoła św. Anny, z tłumu zaczęły lecieć butelki. Kolejny raz doszło do Pierwotny plan zakładał, że krzyż zostanie przeniesiony w uroczystej procesji z udziałem księży i harcerzy. W kościele św. Anny miała zostać odprawiona msza. 5 sierpnia krzyż miał ruszyć z pielgrzymami na Jasną Górę, jako symbol rekolekcyjny. Nadal nie są znane dalsze losy krzyża sprzed pałacu. Nie podano żadnych szczegółów. Obrońcy krzyża zapowiedzieli, że w dalszym ciągu pozostaną na Krakowskim Przedmieściu i nie pozwolą przenieść krzyża "pod osłoną nocy", jak powiedziałą jedna z pikietujących.
|




